Dunkierka

Obejrzawszy „Dunkierkę.”

Konwencja (nie-dokumentalnego) kina i literatury wojennej zawsze przysparza mi trudności, a to przez wybór protagonisty. Z racji fabuły bohater jest właściwie zbiorowy, ale i tak narracja obiera kilku żołnierzy jako naszych przewodników po opowieści. Nadal jednak jest to grupa – a śledzenie losów zbyt wielu postaci (którym scenariusz nie poświęca wiele czasu na rozwój osobowości, bo nie to jest priorytetem wojennej fabuły) rozmydla widzowi odbiór ich przeżyć.

„Dunkierka” również nie do końca sprostała powyższym wymaganiom. Ma jednak inne zalety. Ale po kolei.

Reżyser Christopher Nolan wprowadza nas w realia tragicznej sytuacji tysięcy brytyjskich żołnierzy, którzy w czasie drugiej wojny światowej tkwią w potrzasku zastawionym przez Niemców w tytułowej Dunkierce. Od ojczyzny dzieli ich morze, a płynące po nich większe jednostki pływające Anglii są niszczone przez ostrzał hitlerowskich samolotów. W tej sytuacji dowódcy (wśród nich bardzo dobry Kenneth Brannagh) wysyłają komunikaty do kapitanów jednostek cywilnych z prośbą o pomoc. W tym czasie lotnictwo brytyjskie również nie próżnuje, kontratakując samoloty niemieckie.

Nolan prowadzi fabułę w formie przeplatanki – miejscami akcji stają się: plaża (gdzie dwójka żołnierzy szuka sposobu powrotu do Anglii); morze (gdzie śledzimy losy kapitana jachtu płynącego z synem i jego przyjacielem na pomoc żołnierzom); i powietrze (gdzie dwóch brytyjskich lotników przypuszcza ataki na niemieckie samoloty). Chociaż te trzy wątki nie odbywają się jednocześnie w tym samym czasie, montaż nadaje im takie wrażenie, a przeskoki między wątkami przebiegają (poza nielicznymi wyjątkami) płynnie.

Chociaż o muzyce powinienem napisać pod koniec, to w przypadku „Dunkierki” jest to istotny wyjątek od reguły; muzyka Hansa Zimmera jest tu bowiem być może bardziej integralnym elementem filmu niż w jakimkolwiek innym dziele tego gatunku. „Dunkierka” jest filmem, który rzadko milknie; underscore jest prawie że nieustanny: rwany, niespokojny, zapętlony, daleki od muzycznej przyjemności. Wskutek tego byłem po pierwszej półgodzinie seansu straszliwie zmęczony…i o to zapewne chodziło. Żołnierze w Dunkierce nie mają czasu, by odetchnąć, by odpocząć. Codzienne czynności wnet przerywa eksplozja lub atak, a wojskowi muszą być w stanie ciągłej gotowości. Moje szybkie zmęczenie seansem było więc doskonałym katharsis i dobitnym doznaniem empatycznym: widz czuje zmęczenie, będące namiastką wyczerpania nie mogących zaznać spokoju żołnierzy. Muzyka Zimmera niesie w sobie echa toczącego się wokół wojennego piekła: w dzikich pociągnięciach smyczków i eksperymentach z elektroniką można usłyszeć ryk silników samolotów, odległą eksplozję spadającej bomby, syrenę alarmową, grzechot kul karabinu, przyśpieszone tętno żołnierzy. Muzyka staje się zatem jednym z ważniejszych bohaterów „Dunkierki.”

Co zaś z resztą bohaterów?

Śledzimy losy dwóch żołnierzy na plaży i chłopcy kompletnie nie zapadają w pamięć, są jedynie przewodnikami, za którymi podążamy, oglądając makabrę wojny. Nie musi to być wada, bowiem przy niejednej scenie filmu serce podchodzi do gardła: niemniej źle mi, gdy oglądam cierpienia tej dwójki i odczuwam niejako obojętność na ich losy (która to znieczulica wynika tylko z tego, że oglądam wersję fabularyzowaną, siłą rzeczy rządzącą się innymi prawami niż dokument).

Śledzimy losy podstarzałego kapitana jachtu i towarzyszących mu młodzieńców, zmierzających na pomoc żołnierzom. Jest to najlepszy wątek filmu, bowiem w cieniu wielkiego koszmaru wojennego na pokładzie jachtu rozgrywa się dramat na mniejszą skalę, pokazujący w przerażający sposób, jakie kruche jest ludzkie życie i w jak ironiczny sposób śmierć może po nas przyjść.

Śledzimy losy dwóch brytyjskich pilotów myśliwców ostrzeliwujących hitlerowskie samoloty. O pilotach nie wiemy prawie nic, twarzy nie widzimy zza pilotowych masek, mimo to budzą sympatię jako wybawcy swych rodaków na plaży, bezbronnych wobec niemieckiego nalotu. Ataki samolotów wyglądają wspaniale: kamera pokazuje ujęcia ze skrzydła, z widocznym z boku ogonem lub fragmentem skrzydła, robi obroty wraz z beczkami myśliwców. Powietrzne walki to wizualna uczta.

Nolan zaproponował specyficzne podejście do tematu kina wojennego, stawiając na przeplatające się wątki, oszczędny rozwój większości postaci i kolosalną rolę muzyki w fabule. Ale to, co najważniejsze w kinie wojennym, zostało zawarte: ukazać grozę sytuacji w Dunkierce. Jeśli widz siedzi na krawędzi fotela, jeśli z przerażeniem patrzy na to, co widzi, to cel został osiągnięty. A Nolan ów cel osiągnął.

To nie będzie łatwy seans (z drugiej strony przy takiej tematyce nie należałoby oczekiwać niczego innego). Ale warty tych dwóch godzin.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s